schematyczny blog

Ten blog jest dla mnie – schematycznego. Chcesz to czytaj, ale docelowy odbiorca jest tylko jeden.

Dyscyplina

Brak komentarzy

Discipline is just choosing between what you want now and what you want most

Kolejny weekend spędzony samotnie w mieszkaniu. Dużo myślę, trochę robię, coś się posuwa do przodu.

Telefon od matki. Zwykła sprawa. Po chwili wracam do wnętrza swojego umysłu.

Oglądam Housa. S01E10. I nagle widzę jak kobietę wkładają do lodu. Kobietę proszącą o to żeby jej tego nie robić.

Bam – jestem znowu za kierownicą Poloneza. Ciemna noc, jadę spokojnie i bezpiecznie. I tylko kobiecy głos z tylnego siedzenia nie pozwala mi prowadzić.

Bam – jestem znowu za kierownicą Fiesty. Ciemna noc, jadę spokojnie i bezpiecznie. I tylko męski głos z tylnego siedzenia nie pozwala mi prowadzić.

Sądziłem że się tego pozbyłem. A tu taki powrót z przeszłości.

Czuję się źle.

Wróciłem na siłownię i wszystkie najgorsze demony tego roku wróciły.

Kobieta, którą kocham w mojej głowie, siedzi tak blisko mnie, ze słyszę dźwięk jej klawiatury. A jednocześnie tak daleko że nie potrafię już poprowadzić jakiejkolwiek linii pomiędzy dniem dzisiejszym, a dniem w którym mogła by być moja. I wkurwia mnie to niesamowicie. Spala mi to całą moc umysłową w czasie wolnym.

Rozwiązania są dwa: albo spalę wszystkie mosty albo zapomnę o niej. Oba mają za zadanie tylko jedno – żeby to się już skończyło. Ale jak to teraz analizuję to wyjdzie że po prostu mogę jedynie na twardo wykluczyć ją ze swojego życia. Co jest porównywalne do wyrywania sobie serca gołymi rękoma.

No ale nie mam jaj żeby podejść i powiedzieć „sorry maleńka, ale chcesz iść ze mną na tańce”. Tym bardziej że widziałem wiele razy w tym jak patrzy na mnie nie jak na mężczyznę – ale jak kolegę z pracy. I to mnie najbardziej wkurwia.

Bo nie muszę wygrać – ale chcę być na liście.

I będę po prostu siedział i milczał. Bo to jest najsłuszniejsze. Ale nie dlatego to robię.

Jak to powiedziano o mnie „robię właściwe rzeczy z niewłaściwych powodów”.

Jak ciężko jest mi pójść na siłkę.
Dziś – po tym jak zobaczyłem Gumę w tym rozkosznym sweterku.
Dziś – po tym jak mam mięśnie obolałe po wczorajszym.
Dziś – gdy mam problem z magnezem.
Dziś – gdy mam świadomość jak pożera mnie miłosny napęd.
Dziś – gdy mam świadomość jak wielki stres wywiera na mnie ta sytuacja.
Dziś – gdy zdałem sobie sprawę jak bardzo będę musiał być silny.
Dziś – gdy nie chcę być silny, tylko chcę iść spać.

Czy jedyną rzeczą która mnie pcha dziś na siłkę to filmik „Dude, I don`t to want to be a lifeguard”. Chyba.

Status

Brak komentarzy

Gorączkujacy.
Nieszczesliwie zakochany.
Siedzacy kolo milosci.
Samotny do bolu zebow.
Nie potrafiacy pojac na impreze.
Z upadłym hobby ktore go definiowalo.
Z rozpadajacym sie hobby ktore wyciagalo go z domu.
Niepotrafiacy kontynuowac diete.
Ani chodzic na silke.
Ze zjebanymi urodzinami.
I nie wiem czy to przez to ze za malo jestem dobrym czlowiekiem.

Jest mi zle. Mocno zle. Nie umiem.ogarnac zycia i nie widze nadziei.

Nie umieram, nie gloduje, wszyscy zyja. Ale prywatnie i w kąciku: jest mi cholernie zle. A ja juz nie chce zeby mi tak bylo.

Sen

Brak komentarzy

Ide spac zeby szybciej bylo jutro.

Chciałem pisać wczoraj – ale nie wyszło. Dziś chciałem pisać bo powrót z domu do pracy. Tymczasem spłynęło zamówienie od Łódeczki. I ruszam niczym rycerz w bój, by napierdalać.

Jak by powiedziała wcześniej to spędziłbym dwa tygodnie w bibliotece. A tak zostały tylko próby szaleńcze. I akurat się udało. Jeden taki dał pliki i jest nadzieja. Ale jest problem taki: to trzeba napisać. Więc będę siedział aż sił zabraknie. A co gorsza nie mogę jakoś się do tego zabrać. Pewnie znowu trzeba będzie zacząć od środka i doklejać początek i koniec. Standard i klasyk piśmienniczy.

Pierwsze spotkanie po świętach z Gumą. Jak bardzo ja nie potrafię nadawać z nią na tych samych falach. Trzeba będzie milczeć aż mi przejdzie, bo tutaj co powiem, będzie źle.

No to w bój za Łódeczkę.

17:45.
Kawa. Powerade. Burn. Woda gazowana. I tylko zacząć mi się tego nie chce pisać.

18:18
Czytam. Czuję jak serce bije mi w żyłach na karku. Burn zaczął działać.
Fajnie to zamówienie na tekst ściąga moją uwagę z Gumy.

19:15
W końcu może usiądę do pisania. Cholernie ciężko mi się skoncentrować na tekście z tym rozwalonym okiem i brakiem snu. Ale coś muszę zacząć.

19:26
Już mam jedną linijkę. Temat.

19:56
Ciekawe: dopiero jak dotrze do ciebie że ktoś tam dla ciebie ważny ma nie tylko nóż na gardle ale też piłę tarczową na portfelu oraz sekator na mózgu i sercu dociera do ciebie że kurwa trzeba napierdalać. Pół strony wypunktowań.

20:33
Dokładnie jedna strona. Ale jest na niej 10 punktów, z których każdy powinien dać się rozwinąć do kilku-kilkunastu linijek tekstu. I jest na niej jakiś zaczątek wstępu.

21:16
1,5 strony wypunktowań. Ćwierć strony wstępu. Dwa razy zakrapiane oczy.

22:00
Zgasło światło w biurze. Wychodzę ostatni. Ponad dwie strony kontentu.

23:07
Jak sie uda to będzie naprawdę nieźle. Jak nie – to będę musiał coś nieźle skopać. Przede mną poniżej 5 godzin snu. Drugi dzień tak. Jutro będzie źle. Trudno – bez tego ona sobie nie poradzi.

06:27
No to zacznijmy napieprzać.

7:30
Właśnie włączył się alarm na komórce wybijając mnie z pisania. Uczciwe trzy strony pisania. Nie wyrabiam strony na godzinę – trzeba przyśpieszyć. Burn, Powerade i woda już weszły w gardło.

8:43
Pierwsza część zakończona. 4,5 strony. Na razie jestem pod kreską, ale jest szansa.

9:32
Zmiana rozmiaru czcionki na 12. 5,5 strony. Powoli muszę się ograniczać, bo będzie za dużo.

12:05
Rozpadam się. Nie potrafię skonstuować zdania bez dwóch błędów. Zmuszam się do oddychania. Nawet nie sądziłem ze może być tak źle. To jest ten moment, kórego nie pokazują w filmach o bohaterach przechodzących zmianę i rycerzach ratujących damy z opresji.

12:15
Jak wypiję kawę to nie wiem jak się to skończy. Jak nie wypiję to chyba tego nie zrobię. Raz w życiu przedawkowałem kawę. Nie chcę tego zrobić drugi raz. Ale jak nie wypiję to tego nie zrobię bo cedzę słowa klawiaturą.

13:05
Pomiędzy podwójną kawą a Burnem wygrała kawa. Jestem tak daleko za granicą tego co uważałem za bezpieczne, ze nawet nie wiem jak sprawnie wrócić w bezpieczne rejony. Bo sam sen mi nie pomoże. Ale tym się będę przejmował po napisaniu tych ostatnich czterech podpunktów.

14:09
Porzuciłem jakąkolwiek nadzieję na to że ta praca będzie miała ręce i nogi. Mocy umysłowych nie zostało mi nawet na dobre wycinanie treści, których nie rozumiem. Nawet piosenka się zapętliła w odtwarzaczu.

14:21
Właśnie sobie zdałem sprawę że już szósty raz dzisiaj zakropliłem sobie oczy. Co oznacza że nawet łez już nie umiem wytworzyć.

14:37
Tak ciężko jest być dobrym człowiekiem. 8 stron (z przypisami)

14:42
Nudności w kiblu powstrzymane siłą woli. Zostały tylko wnioski i wstęp.

16:30
Dwa akapity wniosków. Jeszcze jeden, później przejrzeć tekst i koniec. Dotychczasowy rekord przyjęcia stymulantów w ciągu jednego dnia podwoiłem.

17:12
Poszło.

17:41
Chociaż raz jestem rycerzem w lśniącej zbroi, który ratuje kobietę od smoka. A przynajmniej tak się czuję. Prawdopodobnie już tego nie powtórzę. Ale ta jazda bez trzymanki się już skończyła.

Wymieniłem patrzenie na Gumę jak tańczy i jest w tym zajebista, na pomoc Łódeczce. Przehandlowałem serce za mózg.

Rzecz, którą chciałbym zapamiętać: to z jakim niepokojem loguję się na Gmaila. Bo za każdym razem mogę zobaczyć maila „fajnie było, ale tamta praca jest lepsza, więc cześć”.

Chociaż nie ukrywam że na bardzo krótką metę byłoby to dla mnie wygodne. Była – znikła.

Najbardziej mi żal tego całego „kraść miliony – kochać księżniczki”. Bo skoro wiesz już na starcie że nic z tego nie będzie, to nie ma sensu się bawić. Ale takie decyzje „nie, nie podejdę do Gumy” bolą. Ale skoro nic nas nie łączy, a trywialnie rzecz ujmując ona się nie śmieje do mnie, to dorosłą decyzją będzie sobie odpuścić.

Mam nadzieję że ta siłka okaże się sukcesem.

Piąty dzień jak nic nie opublikowałem na FB. Trochę mnie szarpie.

Drugi dzień a ja już nie wiem co pisać. Najwidoczniej nie każdego dnia wpada się na świetne pomysły.

Wpadłem na przynajmniej jedną rzecz, która wydaje mi się ciekawa. Jedną z rzeczy, które podobają mi się w Dziewczynie Zwanej Od Dziś Gumą, jest to że oczy i czoło ma jak Angelina Jolie. Reszty buzi nie – ale tę część tak. AJ zawsze mi się podobała, bo na jej twarz mogę sobie popatrzeć i pointerpretować. Bawi mnie to.

Poza tym tradycja: jakieś delikatne bóle kostki, mózg na zwolnionych obrotach.

Od kilku dni chodzi mi po głowie cytat „‚A ship is safe in harbor, but that’s not what ships are for.”. Nie mogę go wyrzucić z pamięci.

Jeszcze się mocno waham czy nie zahasłować tego bloga. Jest niezerowa szansa na to że ktoś znajdzie mnie za jego pomocą, pomimo tego że liczba osób, które wiedzą kim jestem jest jednodłoniowa-drwalowa.

We wszystkich interesujących dla mnie poradnikach/blogach piszą że warto prowadzić zapiski ze swojego życia. Długo się do tego zbierałem, już ten blog w 2004 miał do tego służyć. Ale nie wychodziło.

Teraz, skoro mam się zmienić, to chcę żeby to też się zmieniło. Więc może mi się uda popisać trochę.

Mój umysł po świętach chodzi na luzie. Jak wielki silnik V8, który bulgocze sobie. Jakiś czas to jest fajne – ale teraz widzę jak rozsadza mnie to od środka. Dużo myśli, dużo kombinacji. Pamiętam moment, w którym byłem wypoczęty fizycznie – i chciałem prać się z ludźmi. Tutaj mam umysłowy odpowiednik tego. Nawet kiepskie książki wciągam.

W końcu wysłałem dwa maile. Mam nadzieję że ludziom się spodobają.

Dziwna rzecz, którą o sobie usłyszałem i której nie rozumiem: „podziwiam Twoją determinację w dążeniu do osiągania swoich celów”. Ja i determinacja? Wiele razy udowadniałem sobie ze jej nie mam. U mnie jest tak że mam kilka poziomów: „chcę to zrobić”, „fajnie by było to zrobić”, „powinienem to zrobić”. I zwykle nic z tego nie wychodzi. Ale nad nimi jest poziom „to należy zrobić”. A rzeczy, które należy robić – no je się robi. Mogę być nieogarnięty w kwestii kupna jedzenia na jutro – ale hipoteka ma być spłacana punktualnie i chuj. Należało przekazać trochę wiedzy z roboty – no to to zrobiłem. Nic imponującego.

Rzecz, której się dziś nauczyłem: jak jestem w domu to nie ma co liczyć na zwiększony ruch fizyczny. Zabawne jest to że w jednym mieście potrafię się ruszać i jest to dla mnie atrakcyjne – a w drugim nic mi się nie chce i tylko bym siedział w domu.


  • RSS